Ks. Józef Gniewniak (1922-2000)

Ksiądz katolicki

Duszpasterz
akademicki

Wychowawca
i przyjaciel młodzieży

Kilka wspomnień o ks. Gniewniaku

Bogdan Motelski

Wprowadził, jako jeden z pierwszych, podczas mszy św. rzutnik do rzucania tekstów liturgicznych i tekstów pieśni, aby wierni mogli pełniej uczestniczyć w liturgii. Był to jego prywatny rzutnik przywieziony z zagranicy, a slajdy z tekstami przygotowywano z jego inicjatywy, u niego w mieszkaniu w ciemni fotograficznej, która służyła młodzieży.

Organizował spotkania kameralne dla małych grup, zawsze z mszą św. Zawsze w czwartki o 8 wieczorem, czy to na Ochocie, czy to w Międzylesiu przy świecach. Termin był przemyślany dokładnie w czasie, gdy w telewizji nadawano głupie i pokazujące przemoc filmy kryminalne. On o tym wiedział już w roku 1969.

Służył młodzieży swoim mieszkaniem i swoją biblioteką, która była wyposażana pod kierunkiem zainteresowań młodzieży.

Organizował dla młodzieży bezpłatnie pokazy ruchomych i dźwiękowych filmów, wyświetlanych na projektorze 16 mm. Filmy były pożyczane z ambasad państw zachodnich. Wielokrotnie jeździłem po takie bardzo ciężkie płaskie szpule z filmami, najczęściej do ambasady Kanady lub Francji. Księdzu chodziło tylko o to, żeby pożytecznie organizować czas młodzieży, którą kochał, rozumiał znakomicie i poświęcił się jej bez reszty.

W czasopiśmie „Argumenty” (znanym ze szczególnie wrogiego stosunku do wiary i duchowieństwa) z jesieni lub zimy 1970 czy 1971 r. napisano, że najlepsze płyty z muzyką młodzieżową (wtedy się mówiło big-beatową) ma pewien ksiądz na Ochocie. Oczywiście, mowa była o księdzu Gniewniaku. Tak rzeczywiście było i służyły one na wieczorkach tanecznych, które organizowane były w piwnicy domu katechetycznego wieczorami, w soboty lub niedziele, w tych samych salach, gdzie w ciągu dnia odbywała się nauka religii.

Ksiądz organizował wycieczki niedzielne, chociażby nad Wisłę, w której wtedy można było się jeszcze kąpać. Pamiętam, że sam przewiózł mnie na własnych plecach z praskiego brzegu na wyspę na środku Wisły. Miałem wtedy 6 lat i nie umiałem pływać.

Zorganizował kiedyś – przy udziale mojej mamy - wyjazd grupy studentów do Częstochowy. Ona załatwiła przejazd: ze względu na liczną grupę wynajęte zostały dwa dość sfatygowane autobusy w Spółdzielni „Transped” na Targówku. Było to na pewno przed 1969 rokiem. Za Raszynem zatrzymała nas milicja pod pretekstem, że w autobusach jedzie więcej osób, niż było to dopuszczalne na podstawie wpisu w dowodach rejestracyjnych. Część osób musiała wysiąść, ale zaraz, nie zrażając się, ruszyła pieszo naprzód. Gorzej, że zaczęto spisywać personalia organizatorów „wycieczki” i że trwało to ponad dwie godziny. Ja, jako dziecko, leżałem pod siedzeniami, żeby było o jedną osobę mniej. Wreszcie pozwolono nam ruszyć. Ci, którzy poszli pieszo, dosiedli się potem znowu do autobusu. Oczywiście oficjalnie celem wycieczki nie była Częstochowa, ale leżący w jej pobliżu Złoty Potok. Wysadziwszy nas w mieście, kierowcy pojechali tam „podbić” karty drogowe, aby papiery były w porządku. Po powrocie do Warszawy skończyło się na kilku rozmowach ostrzegawczych na milicji, na szczęście obyło się bez grzywny.

Wiem, że ksiądz fundował obrączki parom małżeńskim studentów, których nie było stać na taki zakup.

Organizowane były regularnie latem spływy kajakowe. Moja mama załatwiła miejsce w piwnicy domu przy ul. Raszyńskiej 58, gdzie przez 3  kolejne lata magazynowano żywność trwałą na spływy i obozy. Zbieranie żywności rozpoczynało się już od marca, kwietnia, aby nie wzbudzać podejrzeń, ale i tak bezpieka zaczęła „węszyć”, więc miejsce trzeba było zmienić; nowego adresu już nie znałem.

Co jeszcze?

O ile mi wiadomo, uczestniczył (w jakim okresie?) w redagowaniu listów pasterskich Episkopatu Polski; bywało, że nagle w nocy wzywano go do Komitetu Prymasowskiego na Miodową lub do Jabłonnej, a czasem w inne miejsca.

Przez wiele lat, począwszy od 1958 roku do 1968, z uporem corocznie występował o paszport. Ciągłe odmowy nie zrażały go, traktował to po trosze jako „sport”. W 1969 r.  pierwszy raz wyjechał za granicę na Zachód na kilka miesięcy.

***