Ks. Józef Gniewniak (1922-2000)

Ksiądz katolicki

Duszpasterz
akademicki

Wychowawca
i przyjaciel młodzieży

Niezapomniany duszpasterz

Stanisław Orzechowski

Wśród wspomnień zamieszczonych na tej stronie brak mi trochę odniesienia do najważniejszej dziedziny działalności ks. Gniewniaka – do jego oddziaływania jako duszpasterza. Dlatego dodaję nieco moich własnych wspomnień.
Poznałem księdza Gniewniaka u św. Anny, w październiku 1956 r., po mszy św. z okazji rozpoczęcia nowego roku akademickiego, a dla mnie osobiście - rozpoczęcia studiów. Wtedy  to zaprosił nas na konwersatoria - co tydzień w każdą środę.
Te konwersatoria uformowały mnie na całe życie. To podczas nich, choć wydarzyło się to już później, u św. Jakuba na pl. Narutowicza, przeżyłem szok. Nagle, po jednym z wykładów "zawalił" mi się świat mojej wiary. Trwało to krótko, chyba kilka dni, i wtedy z dziecinnego pojmowania obrazu Boga nagle wszedłem w nowy etap wyznawania chrześcijaństwa. Po prostu dojrzałem duchowo.
To dzięki księdzu Gniewniakowi pogłębiałem moją wiarę – uczestnicząc w spotkaniach i w dniach skupienia,  m.in. w Laskach (chyba jeszcze u ks. Korniłowicza), czy spotykając w czasie dni skupienia ks. Zieję (rezydował wtedy u ss. Urszulanek na Powiślu w Warszawie), czy w dzięki spotkaniom na Miodowej u kardynała Stefana Wyszyńskiego.
To właśnie od Tego ostatniego otrzymaliśmy książkę Włodzimierza Okońskiego pod tytułem "Wielka tajemnica". Ta książka była wprowadzeniem do życia seksualnego młodych ludzi. Bardziej gruntownie  zapoznałem się z tym tematem dzięki książce biskupa Karola Wojtyły „Miłość i odpowiedzialność”, o której dowiedziałem się na konwersatorium prowadzonym przez ks. Gniewniaka. Książkę tę przeczytałem pod koniec lat 50. albo na początku lat 60. ub. wieku. To pierwsze wydanie mam do dzisiaj. Pragnę dodać, że książkę tę  czytałem później również po szwedzku.
Jeszcze raz pragnę podkreślić, że ta duszpasterska działalność ks. Gniewniaka miała ogromny wpływ na moje życie i za to jestem mu ogromnie wdzięczny.
Drugi nurt działalności ks. Gniewniaka – ten obozowy - też pozostaje do dziś w mojej pamięci. Pierwszy obóz w Jaszczurówce "zaliczyłem" już latem 1957 roku. Dzięki niemu poznałem Tatry i rozkochałem się w nich. Ta miłość trwa nadal. Byłem na obozach w Jaszczurówce cztery lub pięć razy.
Pamiętam, jak kiedyś, po urzędowym nakazie rozwiązania "zgrupowania zagrażającemu Polsce Ludowej", ks. Gniewniak jeździł do Krakowa, aby tam z pomocą posła Stommy uzyskać cofnięcie zakazu kontynuowania obozu. Nic nie pomogło, nawet to, że ksiądz przeniósł się pod inny adres, a my mieliśmy być grupą zupełnie  niezależną, która  mieszkała u pewnej gaździny prywatnie. Skończyło się tym, że któregoś dnia /byliśmy na wycieczce w górach  i tylko jeden kolega został na miejscu/ przyjechała milicja, która siłą miała nas wyrzucić z Zakopanego. Gaździnie zagrożono wysokimi karami, jeślibyśmy nadal u niej mieszkali. Był to chyba rok 1960 lub 1961.
Później nie uczestniczyłem w żadnych obozach czy spływach, ale nadal brałem udział w konwersatoriach. Pamiętam też /rok?/ nasze prace budowlane w piwnicach budynku obok kościoła św. Jakuba, które doprowadziły do urządzenia tam sal, gdzie mogliśmy m.in. spędzać czas na sobotnich potańcówkach. Pamiętam relacje ks. Gniewniaka o kłopotach z urządzaniem tych wieczorków, bo tzw. "okoliczni mieszkańcy" składali rzekomo skargi na zakłócanie spokoju.
W końcu lat 60. i w latach 70. mój kontakt z ks. Józefem osłabł, był raczej sporadyczny. Ograniczył się do składania mu życzeń imieninowych lub z okazji Świąt Bożego Narodzenia czy Zmartwychwstania Pańskiego. Jednak to właśnie on udzielał nam ślubu w kościele św. Anny we wrześniu 1966 roku.
Podczas swego pobytu w Szwecji ksiądz zadzwonił kiedyś do mnie i chciał się spotkać następnego dnia, o określonej przez siebie godzinie. Niestety, miałem wtedy dyżur w szpitalu i do spotkania nie doszło. Ostatni raz spotkałem się z księdzem u niego w domu - w mieszkaniu przy kościele w Międzylesiu. Był już bardzo zmęczony chorobami i chyba tym, że wielu wychowanków Go zawiodło, ale nie krytykował ich, tylko było Mu po ludzku żal.
Spotykałem wielu księży podczas mego życia, ale właśnie ks. Józef Gniewniak był moim "idolem" i, jak wspomniałem, właśnie Jemu i Jego duszpasterstwu zawdzięczam to wszystko, co ugruntowało moją wiarę i otwarty "styl" chrześcijaństwa.
Cześć Jego pamięci.

Stanisław Orzechowski
Sztokholm
w styczniu 2014