Ks. Józef Gniewniak (1922-2000)

Ksiądz katolicki

Duszpasterz
akademicki

Wychowawca
i przyjaciel młodzieży

Zaraz po wojnie. Wspomnienia duszpasterza (fragmenty)1

o. Tomasz Rostworowski

ROK AKADEMICKI 1946-1947

(…) W grudniu udało się prefektom zorganizować obóz zimowy dla sodalicyjnej młodzieży męskiej szkół średnich.(…) Jednocześnie przywiozłem i umieściłem w dwóch sąsiednich willach na Jaszczurówce grupę 30 akademiczek i akademików.(…) Z Zakopanego, po zakończeniu obozu, pojechałem wprost do Częstochowy, gdzie w domu rekolekcyjnym oo. Jezuitów zorganizowaliśmy pierwszy kurs dla kandydatów na instruktorów sodalicyjnych. (…) Na kurs przyjechało 16 chłopców i 17 dziewcząt. Do kierownictwa kursu należeli: Adam Stanowski, Władysław Skrzydlewski, Stefan Wilkanowicz, Zofia Sulowska i Zofia Lewinówna. Z uczestników pamiętam Jana Mroczkowskiego i Piotra Tkaczyńskiego z Łodzi, Lecha Gniewniaka z Krakowa, Karola Kownackiego z Gliwic, Żołnierka z Wrocławia i Halinę Mikułowską z Torunia. (…)

Z kursu w Częstochowie przemieniony wyjechał Lech Gniewniak z Krakowa. Przyjechał nastawiony krytycznie: „Czego to nas, najstarszą sodalicję, mogą tu nauczyć?” W trzecim dniu obrad zapytał wręcz: „Kiedy nareszcie usłyszę coś o metodzie wychowania kandydatów?” Odpowiedziano mu: „Poczekaj waść cierpliwie. Problem jest w programie; na razie bierz udział we wspólnym formułowaniu wniosków”. Wyjechał rozpromieniony i zapalony do pracy. Moderator krakowski o. Oleksy mówił mi później, że Lech Gniewniak – jako prezes Sodalicji Mariańskiej Akademików – tak rozruszał jej działalność, że trzeba go było hamować. Gdy protestowano przeciwko wciąż nowym jego projektom, groził wycofaniem i dymisją. „Cóż było robić – mówił o. Oleksy – ustępowałem”. Uczestnicy kursu „Częstochowa I” stali się wszędzie zaczynem rozwoju prac sodalicyjnych. (…)

ROK AKADEMICKI 1948-1949

(…) 24 września 1948 r., a więc na kilka dni przed rozpoczęciem roku akademickiego zwołałem do Częstochowy prezesów Akademickich Sodalicji Mariańskich z całej Polski, by omówić z nimi wytyczne do pracy bieżącej i by zapoznać się z sytuacją w poszczególnych ośrodkach akademickich. (...) Postanowiliśmy pracę instruktorska podzielić na cztery rejony i zimą, w każdym z nich przeprowadzić kursy. Pierwszy z nich, dla Śląska (Wrocław, Katowice, Gliwice) zorganizować miały sodalicje gliwickie, drugi – dla Krakowa i Częstochowy –przygotować miał Kraków. (...) Opiekę duszpasterską nad kursem śląskim miałem objąć ja, kursem krakowskim zająć się mieli o. Oleksy i o. Łopatka (...)

Zgodnie z poczynionymi na początku roku akademickiego ustaleniami w zimie urządzono cztery sodalicyjne kursy instruktorskie. Ja opiekowałem się kursem sodalisów ze Śląska. (…) W czasie trwania naszego obozu w Branicach przyjechała mocno poruszona Zofia Kowalska, która poinformowała nas, że podobna do naszej impreza organizowana przez Kraków w Szklarskiej Porębie została przez władze zlikwidowana. Aresztowano przy tym o. Oleksego, o. Łopatkę, Lecha Gniewniaka i dr Strojnowskiego.

Okazało się, że środowisko krakowskie w przeciwieństwie do studentów z Gliwic zanadto „roztrąbiło” o swojej imprezie. Założenia i plany mieli wspaniałe, i – jak to w Krakowie potrafią – z rozmachem. Zaproszono licznych prelegentów i zaplanowano udział blisko 150 osób. Jednocześnie z zasadniczym kursem instruktorskim zaplanowano spotkanie Akademickich Sodalicji Mariańskich studentów akademii medycznych, które organizował dr Strojnowski, kierownik sekcji absolwentów ASM w Krakowie.

Gdy uczestnicy zaczęli się zjeżdżać na miejsce, pilnie ich obserwowano zwracając szczególną uwagę na to, czy w terminie dokonuje się formalności meldunkowych. Szklarska Poręba leży w strefie przygranicznej i obowiązywał tutaj 24-godzinny termin zameldowania. Gdy minęło 48 godzin od chwili przyjazdu, zatrzymano wszystkich uczestników. Wylegitymowano ich i kazano rozjechać się do domów. Na dłużej zatrzymano cztery osoby. O. Łopatkę, Gniewniaka i dr Strojnowskiego wypuszczono wprawdzie po paru dniach, ale o. Oleksy, jako „recydywista” (siedział już w 1946 roku, podejrzany o organizowanie „błękitnego harcerstwa”) przesiedział dwa lata we Wronkach mimo protestów, apelacji i ostatecznego uniewinnienia. (...)

Zatrzymany w Szklarskiej Porębie, Lech Gniewniak, wielce zasłużony sodalis, wkrótce po zwolnieniu z więzienia wyjechał do Warszawy i wstąpił do seminarium duchownego. Wkrótce w jego ślady poszli Leszek Kuc i Krzysztof Przecławski, a – w 1950 roku – Adam Stanowski. Gniewniak i Kuc wytrwali w powołaniu. Natomiast Adam Stanowski i Krzysztof Przecławski wrócili do świeckiego życia, założyli rodziny (...)  

 

1 O. Tomasz Rostworowski: Zaraz po wojnie. Wspomnienia duszpasterza (1945 – 1956), Warszawa 1988; str. 36-37; str. 68 oraz 71-72.