Ks. Józef Gniewniak (1922-2000)

Ksiądz katolicki

Duszpasterz
akademicki

Wychowawca
i przyjaciel młodzieży

Duszpasterstwo akademickie1

ks. Henryk Żochowski

 W tym okresie2 duszpasterstwo akademickie zostało wydzielone z ogólnych ram duszpasterstwa parafialnego, co nastąpiło z chwilą nominacji na duszpasterza akademickiego ks. mgr Józefa Gniewniaka w 1957 r. Ks. kardynał prymas Wyszyński w swej pieczy duszpasterskiej nad całością diecezji kładł duży nacisk na zorganizowanie i prowadzenie odrębnego duszpasterstwa akademickiego w parafii św. Jakuba. Popierał jego rozwój nie tylko częstymi odwiedzinami w parafii, ale też i różnymi innymi środkami, nie wyłączając środków materialnych. Myślał dalekosiężnie, aby w ten sposób wychować Kościołowi świeckie kadry apostolatu w środowisku inteligenckim, jakim było środowisko akademików wszystkich wyższych uczelni. Rzeczywiście, ks. kan. mgr Józef Gniewniak zaraz po swym przybyciu zorganizował zasadnicze formy swojej działalności wśród studentów. We wtorki i środy były prowadzone konwersatoria, które gromadziły około 300 studentów. Wprowadzał przy tej okazji nowość jak na ówczesne czasy, mianowicie Msze święte recytowane, na których gromadziło się około 200 osób. W niedziele o godz. 10.00 zaprowadził oddzielne Msze św. studenckie z odpowiednią nauką. Dla grona studentów skupionych w duszpasterstwie prowadzona była także akcja charytatywna oraz w razie potrzeby udzielanie pomocy dla biedniejszych studentów przez zapraszanie ich na śniadanie po odprawieniu Mszy świętej, połączone zazwyczaj ze spotkaniem towarzyskim.

Dużym magnesem przyciągającym do Ośrodka było organizowanie obozów wakacyjnych i zimowisk w czasie przerw egzaminacyjnych oraz skupień, rekolekcji i wycieczek krajoznawczo-religijnych. (...) Dobór rekolekcjonistów dla ośrodka duszpasterstwa akademickiego przeprowadzany był bardzo starannie. Od lat 60. często zapraszano na prowadzenie tych rekolekcji ks. profesora KUL mieszkającego w Radomiu, ks. Włodzimierza Sedlaka, który potrafił łączyć głęboką wiedzę ogólnonaukową z przedstawianiem przy jej pomocy prawd wiary i zagadnień moralności. Rekolekcje te zyskały niebawem wielki rozgłos  w całej Warszawie i dlatego ściągały w czasie ich prowadzenia nieprzeliczone tłumy młodzieży.(...) Wykłady i konserwatoria wtorkowe i środowe obejmowały zagadnienia dogmatyczne, etyczne, religioznawcze, charakterologiczne, samowychowawcze. Rozszerzony zakres form oddziaływania wymagał oczywiście odpowiednich środków materialnych, z których tylko część mogła być finansowana przez parafię, resztę zaś pokrywał „dobry ojciec” – ks. prymas Wyszyński i inni dobrzy ofiarodawcy. Tygodniowo ośrodek przyciągał do siebie od 800 do 1000 osób. Ks. Gniewniak interesował się też bardzo gronem ministrantów, chłopców szczegółowo dobranych z rodzin inteligenckich zajmujących wysokie pozycje społeczne. Podjął się też prowadzenia specjalnych lekcji religii dla dzieci i młodzieży pozbawionych całkowicie możliwości korzystania z religii na skutek zaistniałych przyczyn życiowych.

Sprawa księdza Józefa Gniewniaka3

 (…) Ks. Gniewniak przyszedł do parafii w r.1957, był więc zasiedziałym pracownikiem w parafii. Był też dla parafii bezsprzecznie zasłużony. Człowiek o wysokiej inteligencji, pracowity, swego czasu przywódca młodzieży, który raczkujące w parafii duszpasterstwo akademickie właściwie stworzył i nadał mu zasadnicze formy, a ks. M. Bielawski, który z nim w tym dziale pracował, mógł je potem bez trudu prowadzić i szukać tylko nowych form oddziaływania. Ks. Gniewniak miał też wielkie uznanie u ks. prymasa kardynała Stefana Wyszyńskiego, dla którego duszpasterstwo akademickie było niezwykle ważną formą działania w dziele kształtowania inteligencji katolickiej dla całej Polski. Wyrazem tego były częste odwiedziny ks. prymasa, najczęściej z zamiarem spotkania się z młodzieżą akademicką licznie zamieszkałą na terenie parafii. Często też ks. prymas otwierał hojnie swą kasę dyspozycyjną, by z niej subsydiować obozy, pielgrzymki, dni skupienia i inne imprezy, które wymagały większych nakładów finansowych. Przybywający nowy proboszcz [ks. Żochowski] był zorientowany ogólnie w tych sprawach, a sam ks. prymas upominał go przed pójściem na parafię, aby na duszpasterstwo akademickie nie szczędził funduszów i popierał je z całych sił. Polecenie to starał się ks. proboszcz wypełniać (…). Uszanował także samodzielność tej pracy całkowicie niemal wyłączonej z ogólnego duszpasterstwa. Nie z tego źródła zresztą wyniknęły trudności. Już przy pierwszym zetknięciu w zakrystii parafialnej ks. Gniewniak dał mu wyraźnie odczuć, że współpraca z nim nie będzie należała do najłatwiejszych. Toteż w sprawozdaniu pisemnym prawie po roku pracy ks. proboszcz stwierdził w piśmie do ks. prymasa: ”Po prawie rocznej spokojnej obserwacji dochodzę do wniosku, że ks. kan. Gniewniak nie pójdzie na szczerą i pełną współpracę kapłańską ze mną jako proboszczem i z zespołem księży”. Ks. Gniewniak był rozżalony i krążyły po parafii wieści, że jest pokrzywdzony. Nie myślał jednak o rezygnacji, bo warunki materialne miał dobre. Do duszpasterstwa akademickiego był już trochę za stary i zbyt zmęczony życiem i chorobą. Być może, wielki wpływ na decyzję utrzymania się w parafii mógł wywierać mąż wielce mu życzliwy, kapelan i sekretarz  ks. prymasa ks. inf. Władysław Padacz. Wielce też wspomagały ks. Gniewniaka spontaniczne czy też montowane delegacje złożone z jego przyjaciół, które „broniły” go przez interwencje w kurii i u samego ks. prymasa.

W połowie października 1974 r. Kuria Metropolitalna Warszawska powiadomiła ks. proboszcza pismem o następującej treści: „Władza duchowna, zadość czyniąc prośbie ks. J. Gniewniaka, zwolniła go z obowiązków w parafii i udziela mu urlopu zdrowotnego na okres aż do odwołania”. Ks. Gniewniak przebywał jednak na terenie parafii, tj. na plebanii, jeszcze przez prawie cały rok z kilkumiesięcznym w międzyczasie pobytem w Krynicy. Ten jego pobyt na plebanii wywołał w parafii ferment i rozbicie jedności, o czym ks. proboszcz powiadamiał władzę duchowną. Ostatecznie władze mianowały ks. Gniewniaka proboszczem parafii Międzylesie pod Warszawą, dokąd się też przeprowadził. Nastąpiło potem powolne uspokojenie sytuacji. Niezwykły ten okres należy uznać za trudny dla nowo przybyłego proboszcza. Trzeba było wtedy zdobyć się na wiele cierpliwości i pokory i mądrze rozgrywać wiele spraw wnoszonych przez ciągle nowe delegacje, które nawiedzały plebanię, perorując, atakując i wyjaśniając sytuacje, które wydawały się być jasne. (…)

1 Fragmenty publikacji ks. Henryka Żochowskiego:  Z dziejów kościoła Niepokalanego Poczęcia NMP i  parafii Świętego Jakuba Apostoła w Warszawie na Ochocie 1918 -1998, Wydawnictwo Archidiecezji Warszawskiej, Warszawa 1998.

2 Fragment  pochodzi z rozdziału dotyczącego historii parafii w latach 1960-1970, gdy proboszczem  był ks. Stanisław Mystkowski (str. 197 – 198).

3 Z rozdziału poświęconego okresowi  1970-1982, gdy proboszczem  parafii  był  ks. Henryk Żochowski, (str. 218-219).