Ks. Józef Gniewniak (1922-2000)

Ksiądz katolicki

Duszpasterz
akademicki

Wychowawca
i przyjaciel młodzieży

Siła autorytetu (fragmenty)1

Jerzy Grzybowski

(…)W końcu lat pięćdziesiątych idylla skończyła się. Zacząłem chodzić do szkoły… Mama zaczęła pracować poza domem po kilkanaście godzin dziennie. Chciała, żebym został ministrantem. Protestowałem wtedy bardzo „… bo …bo ja nie chcę być księdzem”, ale lamenty nie pomogły i w 1960 roku recytowałem z pamięci nieznane już dzisiejszemu ministrantowi „Spera in Deo quoniam adhuc confiteor illi salutare…”, ciesząc się dźwiękiem i rytmem słów, których znaczenie zrozumiałem znacznie później. Na wyniesionych z domu podstawach zaczęło się pogłębiać życie religijne. Ksiądz Józef – opiekun ministrantów, a później mój duszpasterz akademicki – był, można to powiedzieć bez przesady, jedną z najpopularniejszych postaci w dzielnicy. Rosłem w środowisku katolickim, pod okiem człowieka wielkiej mądrości i z dużym talentem pedagogicznym, człowieka, który umiał imponować dzieciom, ale który umiał je kochać. Ksiądz Józef miał generalne założenie: wpoić młodzieży głęboką wiarę, ufność w Boga i w Jego miłość do nas. Starał się nas nauczyć być posłusznym woli Boga.

Niezwykle głębokie w treść kazania i konferencje, dyskusje i indywidualne rozmowy ściągały młodych. Ogromna biblioteka ks. Józefa była zawsze otwarta dla wszystkich. Tu zapoznałem się z Croninem, Marshallem, tu przeczytałem  „Dzieje duszy” św. Teresy, tu odkryłem ojca Damiana, zapoznałem się z pracą Alberta Schweitzera, a żeby nie pominąć tego co bliskie, tu  usłyszałem o Matce Czackiej i ks. Korniłowiczu. Mieszkanie księdza Józefa, niewielkie salki katechetyczne, to był mój drugi dom, w którym drzwi nie zamykały się od rana do późnej nocy. Nie bywałem tam zbyt często z braku czasu, ale zawsze miałem poczucie pewności, że jeśli tylko będę miał jakieś kłopoty, trudności, to zawsze zastanę drzwi otwarte. To było bardzo ważne w zwykłym, przeżywanym prawie przez każdego okresie nieufności wobec rodziców (…)

 (opublikowane pod ps. Henryk Nowak)

1 Tygodnik Powszechny, nr 44 z 4 XI 1973.