Ks. Józef Gniewniak (1922-2000)

Ksiądz katolicki

Duszpasterz
akademicki

Wychowawca
i przyjaciel młodzieży

Z historii powstania Stowarzyszenia Przyjaciół Dzieci Chorych „Serce”1

(lata 1987-1997)

Historia  Stowarzyszenia Przyjaciół Dzieci Chorych „Serce” to historia bardzo młodego człowieka – Marka Michalaka. Praktycznie biorąc, stowarzyszenie jest od początku do końca jego dziełem.

A wszystko się zaczęło od Centrum Zdrowia Dziecka. Byłem w ósmej klasie - pisze Marek w swoich wspomnieniach, wydanych w 1996 roku w zbiorowej książce „Pamiętniki serca” – wtedy właśnie rozpoczęły się moje problemy zdrowotne. Nie tak groźne, jak się początkowo wydawało, ale znalazłem się w CZD w Warszawie (...) Nie wiedziałem wcześniej, że jest tyle dzieci chorych i kalekich...Po raz pierwszy spotkał się z tak zmasowanym nieszczęściem dzieci ciężko chorych, niepełnosprawnych, odrzuconych ze względu na swoje choroby. Sam miał szczęśliwy dom, kochających i szczęśliwych rodziców, nie przyszło mu więc nawet do głowy, że dorośli mogą zapomnieć o swoich dzieciach, zostawić je w cierpieniu, skazać na ból samotności. Po pierwszym wstrząsie, kiedy już napisał nigdy nie wysłany dramatyczny list do rodziców, w którym prosił, aby go zabrali do domu, zaczął nawiązywać przyjaźnie, a że był najstarszy na oddziale, z zapałem organizował dzieciom różne konkursy, bawił się z nimi, ba, potrafił nawet przewijać niemowlaki. I jak wszystkie dzieci na oddziale czekał na odwiedziny osoby, która sama tylko swoim istnieniem przyczyniła się do powstania SPDC „Serce”. Był to ksiądz Józef Gniewniak. Przychodził do małych pacjentów nie tylko z Komunią św., ale i ze słodyczami i ciepłym słowem.

Szybko zdałem sobie sprawę, iż te słodkości to nie jest wcale takie nic. Bo przecież ktoś przyszedł, każdemu coś dał, zagadnął, potrzymał za rękę. Stwierdziłem, że to bardzo dużo daje...

Po zakończeniu leczenia Marek wrócił do Świdnicy, zaczął naukę w Technikum Ogrodniczym w Mokrzeszowie. Gdzieś tam pojawił się pomysł, żeby założyć fanclub księdza Gniewniaka. Ale jak – zastanawiał się Marek – obwiesić pokój zdjęciami księdza? I wtedy pojawiła się inna myśl. Przecież na pewno w Świdnicy są dzieci, które tak samo jak te w CZD potrzebują pomocy. Nie bardzo wiedział, jak się za to zabrać, żeby do potrzebujących przyjaźni i ciepłego słowa dzieci dotrzeć. Chciał być pożyteczny. (...) Spotkał dwie dziewczyny, które wcale nie uznały, ze ten pomysł jest głupi.(...) Wtedy właśnie powstały podwaliny pod późniejszą działalność stowarzyszenia.

1 Fragmenty tekstu zamieszczonego w Internecie: www.swidnica.com/spdc/historia.html