Ks. Józef Gniewniak (1922-2000)

Ksiądz katolicki

Duszpasterz
akademicki

Wychowawca
i przyjaciel młodzieży

Stockholm, 12.I.2002 r.

Drogi Panie Wojciechu,

Jest mi niezmiernie przykro, że tak długo się nie odzywałam po otrzymaniu Pana wstrząsającego listu.

O śmierci ks. profesora dowiedziałam się od syna, zamieszkałego w tej chwili w W-wie. Ale jak on z kolei się o tym dowiedział?! Wsiadł w W-wie do samolotu, by wziąć udział w konferencji w Stockholmie. Otwiera gazetę i pierwsze, co widzi, to nekrolog Księdza Profesora. Gdyby wiedział, nie wyjechałby, żeby być na pogrzebie. Witamy Janka na lotnisku i pierwsze, co nam mówi, to ta smutna wiadomość.

Ksiądz był najbliższym przyjacielem naszej rodziny, całą naszą czwórkę (Hania, Janek, Adi, Pawełek) znał od wczesnego dzieciństwa, co roku przyjeżdżał do nas na wakacje, a nas z kolei wziął na swój ostatni już spływ kajakami. Gdy zmarła moja Mamusia, przyjechał do Stockholmu, by poprowadzić jej pogrzeb. Chrzcił w Lund trójkę mojej bratanicy. Wszyscyśmy go bardzo, bardzo kochali, każdy ma własne przemiłe i ciekawe o Nim wspomnienia. Każdy przyjazd Księdza Profesora do nas w lecie był długo omawiany i z wielką radością oczekiwany. Wnosił w dom zupełnie wyjątkową, niepowtarzalną atmosferę. Inteligentny, dowcipny, posiadał szeroką wiedzę, a równocześnie – i to było dla niego najważniejsze – żył Bogiem. I to życie Bogiem z niego wprost emanowało. Był niesłychanie wierny w przyjaźni, bardzo sobie wysoko ceniąc wszelką życzliwość.

Chwilami wydawało mi się, że tej ludzkiej przychylności, życzliwości był bardzo spragniony. I tak wdzięczny, głęboko wdzięczny za każdą życzliwość.

Myśląc o nim, widzę go w najróżniejszych okolicznościach – przed plebanią karmiącego gołębie i wszelakie ptactwo. U nas w domu z naszymi dziećmi i z najmłodszym Pawełkiem na kolanach. Ten Pawełek był jego pupilkiem i to jego fotografia wisiała nad łóżkiem Księdza Profesora w Międzylesiu. Widzę go wśród chorych dzieci w Centrum, gdzie kilkakrotnie byłam na „obchodzie”. Widzę przy trumnie mojej Matki, widzę przy ołtarzach polowych w czasie spływu. I tak przewijają się te wszystkie wspomnienia, przeżycia, niezapomniane chwile …

Mamy za co dziękować Bogu – że drogi naszego życia skrzyżowały się z drogą Księdza Profesora. Nazywał nas swymi przyjaciółmi i to jest dla nas zaszczytem.

Bardzo Panu dziękuję za ten wzruszający i tak nam drogi opis ostatnich chwil Księdza Profesora.

Z serca życzę wszystkiego co dobre.

Z serca życzę wszystkiego co dobre.
Teresa Heymowska-Amberg